XXX

sobota, 25.kwietnia.2009, 22:13
Przez kolejny tydzień nie było śladu po Michaelu. Z czystej ciekawości (i lekkiej desperacji) zaczęłam nawet o niego wypytywać, ale niestety nikt nic nie wiedział. W końcu dwa dni przed wyjazdem, kiedy leżałam z Sarą na klifie łapiąc ostatnie promyki słońca przed wyjazdem, znienacka pojawił się za nami Poszukiwany nr 1. Byłam tak zła, że nie zwracałam nawet uwagi na świadka naszej rozmowy.
-Gdzie się podziewałeś?! GDZIE PYTAM?!
-Ale…
-Jakie ALE?! Nie przerywaj mi, kiedy do ciebie mówię!
-Am…
-Nie z takimi mi tutaj! Nie jestem podrzędną laską, którą można wyrzucić jak ci się znudzi!!!
-Ale ja chciałem tylko powiedzieć, że okulary zgubiłaś…


Nie odzywam się do niego. Mam gdzieś to, że zraniłam jego uczucia. Faceci nie mają uczuć. Nie dam sobą pomiatać. Najpierw chwali moje trampki, a potem znika na tydzień. Wraca i oczekuje, że rzucę mu się w ramiona! Ha, jeszcze czego.

W dzień wyjazdu nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, bo bałam się, że natknę się na Michaela. Chyba bym mu powiedziała, co o nim myślę. Nie żebym zrobiła to już wcześniej… Kiedy ostatkami nadziei udało mi się niezauważenie wślizgnąć do przedziału, usłyszałam za sobą przeciągłe gwizdnięcie. Bałam się odwrócić podejrzewając, kogo zobaczę. Oczywiście moja intuicja jest bezbłędna. Stałam sam na sam z Potterem, bez wyjścia z pułapki.
-Kogo moje przepiękne oczyska tu widzą…- zaczął wyżej wspomniany osobnik. Dziwię się, że nikt jeszcze nie rzucił na niego Klątwy Tylno-sklątkowo-ustowej.
-Błagam, skończ swoje wywody, bo jeśli nie, to…
-Co mi zrobisz? Zatkasz mi usta zmysłowym pocałunkiem?
-Nigdy cię nie pocałuję, nawet gdybym miała zginąć! Nawet gdyby Voldziu celował do mnie ze… Potter, ty płaczesz?
-Ja?! Nie no przecież, że przestań. Ja nie płaczę. JA jestem facetem. I JA mam dziewczynę.
-TY masz dziewczynę?
-A co, zazdrosna? Wiedziałem, że prędzej czy później okażesz mi swoje uczucia.
Potter zrobił krok w moją stronę. O nie, o nie, robi się niebezpiecznie…
-Widzę ten twój maślany wzrok…
Coraz bliżej, coraz bliżej!
-I wiem, że marzysz o mnie dzień… i noc…
Ostatnie słowo wyszeptał i dmuchnął mi prosto w oko.
-Potter, ty pacanie, dmuchnąłeś mi prosto w oko!
Nagle pociąg ruszył i wpadłam na niego, obejmując rękami jego szyję. Wtedy drzwi do przedziału otworzyły się i usłyszałam tylko krótki okrzyk.
-Amanda! Tu jes…

O nie, jest coraz gorzej…


Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

niedziela, 14.września.2008, 21:16
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

środa, 26.grudnia.2007, 15:04
Przepraszam, że spóźnione ale zawsze :))

Niech magiczna noc Wigilijnego Wieczoru
Przyniesie Wam spokój i radość.
Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia
Żyje własnym pięknem,
A Nowy Rok obdaruje Was
Pomyślnością i szczęściem.
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia
Niech spełniają się wszystkie Wasze marzenia
życzy Nat (alias Ami ;).

Tak na marginesie- notka w tworzeniu :)
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXIX :)

piątek, 23.listopada.2007, 14:02
Oj długo pisałam tą notkę, ale wiecie- szkoła :) Dzięki za wszystkie komentarze, miło wejść i zobaczyć, że pojawił się jakiś nowy ;))

Aha! Podoba się Wam muzyczka? xD

***
Następnego dnia całe towarzystwo wybrało się na wycieczkę krajoznawczą szlakami goblinów. Z przykrością to stwierdzam, ale opłacało się. W trampkach, po skałach i bez make-up'u, ale się opłacało. Al(e)bowiem przez całą drogę mogłam bezkarnie podkładać nogę mojemu ukochanemu, szkolnemu koledze. Jak zawsze wiecie o kogo chodzi.
-I wtedy on jej powiedział...-zaczął Potter.
AŁĆ, BUM, PAC...
Reszty można się domyślić.
Tak nam w sumie zleciało 5 godzin. Wtedy Snape ogłosił 20 minutową przerwę zapowiadając, że tego, kto nie przyjdzie znajdzie i zrobi to, o czym raczej nie chciałby mówić. Kusząca propozycja.
Przez moment nie wiedziałam za bardzo gdzie jestem, bo nagle wszyscy się rozeszli i zostałam sama (ach te moje przyjaciółki). Wtedy nie wiem skąd pojawił się pewien chłopak xD
-Cześć, jestem Michael. Wiesz gdzie jesteśmy?
-Amanda- tu nastąpiło klasyczne uściśnięcie ręki- nie bardzo. Skąd jesteś?
-Z Londynu- odpowiedział zdziwiony.
-Nie o to mi chodziło (gamoniu). Z jakiego domu?
-Ahaaa... z Hufflepuff'u.
Rozmowa mało rozwijająca, ale co tam. Ważne, że mogłam obserwować ten 9 cud świata
(swoją drogą, ile tych cudów jest...?)
Po dłuższej konwersacji zorientowałam się, że wokół zrobiło się ciemno, a nasza zbiórka miała być o 16.
-O MATKO?! JAK MY WRÓCIMY?! MCGONAGALL MNIE ZABIJE! JESTEM ZA MŁODA BY UMRZEEEEEEEEEĆ...- panika w moim wykonaniu chyba przestraszyła mojego ukochanego, bo zrobił oczy jak spodki i jakimś cudem przeteleportował nas niedaleko obozowiska. Wtedy spokojnie wróciliśmy. McGonagall faktycznie się wściekła, takiej jej jeszcze nie widziałam (no dobra, może przesadzam. Raz dym jej z uszu trzasnął, kiedy przyłapała Malfoya i Pottera na wspólnych schadzkach ^^). Moją szybkością żółwia zwiałam do namiotu żeby opowiedzieć wszystko Sarze, Linie i Jane. Ale cóż zobaczyłam?! Namiot leżał do góry nogami. I to dosłownie. Łóżka, prowizoryczne szafki i dywan wisiały wysoko przy "suficie" namiotu, a wszystkie nasze drobiazki leżały porozwalane na podłodze.
-AAAAAAAAAAAAAAAA.- tu krzyk się urwał.
-Panno Collman, nie pozwoliła mi pani dokończyć. Ktoś tu się włamał, gdy nas nie było.- I wyszła z namiotu. Że niby co?! Nic sobie z tego nie zrobi?! Gdzie w ogóle moje przyjaciółki!?
-Cześć Ami, widzisz co tu się stało?- niespodziewanie weszła Lina.
-Musimy to wszystko posprzątać.-dopowiedziała Jane.
A Sara? Sara szła sobie spokojnie ze swoją wszechmocną różdżką, która może zdziałać cuda xD

Po około godzinnym porządkowaniu znalazłam liścik (opluty, osmarkany i z dużą ilością błędów ortograficznych).

"Mam jusz ładniejszom dziefczyne nisz ty

Tfuj były nażyczony
Harry"
[historia oparta na faktach autentycznych-dop.autora]

-Co jest Ami?
-To Michael?
-Nie...-odpowiedziała sama zaintersowana- najwyraźniej Potter próbuje pisać o swoich uczuciach.
-Ale przynajmniej poprawnie napisał swoje imie- zaczęła z nadzieją Lina.
-Nie kończ, błagam cię.

Zapowiadało się na wielką aferę. Większą, niż powstanie styczniowe, większą, niż sama II wojna światowa. Zapowiadało się na kłotnie Amandy i Pottera. A to nigdy nie wróżyło nic dobrego.

-Coś ty sobie myślał PACANIE?! Że CO?!
-Ja...
-NIE ZACZYNAJ, ŁASKAWIE CIĘ PROSZĘ!
-Ale...
-ZAMKNIJ SIĘ POTTER! Miałam co do ciebie wielkie plany, naprawdę. Ale najpierw wkradasz się do mojego namiotu, a potem jeszcze ten liścik!
-Jakiego namiotu?
-Nie rób z siebie większego durnia niż jesteś.
-Amando, uważam, że powinnaś porozmawiać z Harrym.- odparła rzeczowo (jak na nią) Hermiona.
-Nie odzywaj się p...p...piegowata dziewczyno! Nie z tobą rozmawiam!
-Collman szlaban!-do akcji wkroczyła Miss McGonagall.
-Że co?
-Szlaban dziś u mnie za godzinę! Znaczy w namiocie nr 1.

I znów wizyta u VIP-ów...

***
-A tak na marginesie- zaczęłam- wiecie gdzie zginął Michael?
No tak, jeszcze tego brakowało.
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wielki powrót xD // XXVIII

sobota, 3.listopada.2007, 21:10
Doszłam do wniosku, że mam troche czasu, żeby tygodniowo wyprodukować ten 1 rozdział więc here i am xD
Pomyślałam także, że miło by było przypomnieć sobie wcześniejsze losy Amandy, bo nawet ja już nic nie pamiętałam. A więc. Ladies and gentelmens. Oto Amanda Collman w pigułce...

Amanda, ciemnowłosa 15-latka, której rodzice zginęli w górach dowiaduje się podczas wakacji, że jej brat przeżył tragedię. Spotykają się w Hogwarcie. Peter (bo tak jej brat ma na imię) dostał się do Ravenclawu. Amanda ma 3 przyjaciółki, Sarę, Linę i Jane (więcej w "About us"). Przyjaźni się także z Nevillem. Amanda dostała od cioci tajemniczy naszyjnik, którego pochodzenia jak narazie nie ma okazji poznać. Obecnie zaczęły się wakacje i bohaterzy wyjechali na magiczne kolonie. Co dalej? Dowiedźcie się sami xD

Niniejszy rozdział chciałabym zadedykować mojej przyjaciółce, która jest odzwierciedleniem Sary :) Muszę przyznać, że czasem zainspiruje mnie do dodania jakieś cechy Sarze.



XXVIII rodział

-Collman, czekałem na ciebie!
Pięknie.
Nie dość, że musiałam się tłuc pociągiem 2 godziny, to mi jeszcze Potter jak Filip z konopii wyskakuje. Co za brak taktu! Powinien mnie najpierw do tego przygotować!
-Co chcesz, Potter?
-Ciebie kochanie.
-Zamknij się sklątko tylnowybuchowa.
Jedyną rzeczą, której nienawidzę bardziej od Pottera, to Potter mówiący do mnie "kochanie".
-Co ty tu robisz? Jednak nie zostawili cie na peronie?
Z błogościa na twarzy wyobraziłam sobie Pottera na peronie biegnącego za pociągiem kiedy trafia w mur i przewraca się. Mmmm.
-Czemu mieli by to robić?
-Bo mają cie dosyć?
-Nie, oni wszyscy mnie kochają.
-Ale jesteś naiwny.
Szybko wzięłam Linę pod rękę i poszliśmy za grupą. Sara z Jane gdzieś już wybyły pod pretekstem "przypudrowania noska". Tak jak pisałam wyżej podreptałyśmy za ludem. Jakiś czas, a dokładniej 20 minut maszerowaliśmy zgodnie przez las. Nagle wszyscy się zatrzymali i zobaczyliśmy zbiorowisko namiotów. Podejrzewam, że są to te magiczne namioty, które w środku są o wiele większe niż wydają się na zewnątrz. McGonagall czytała liste obecnych i przydzielała do poszczególnych namiotów. Zbiłyśmy się w 4 w jedną tzw. kupę, bo nie chciałyśmy być rozdzielone. Ale nasza kochana Minerva chyba wzięła to pod uwagę, bo kiedy czytała nasze nazwiska uświadomiłyśmy sobie, że jesteśmy razem. Namioty były 6-osobowe, więc do naszego, który nosił cyfrę 8 doszły jeszcze 2 osoby. Po dokładniejszych oględzinach dowiedziałyśmy się kto. Luna Lovegood i...
-GRANGER?!- wydarłam się jak głupia na cały las.
-Cicho, bo jeszcze usłyszy...
-Oj zwisa mi to! Czemu akurat GRANGER!?
-Cześć Amando- podeszła do mnie w/w osoba z ironicznym wyrazem twarzy- Ja też cię bardzo lubię.
Zła jak diabli odeszłam dalej, byle z dala od tego upiora.
-Nie mogli nam dać... No kogoś innego?!
-Nie było już miejsc. Granger chyba nie jest taka zła...-Jane chyba sama nie wierzyła w to, co mówi.
Trudno, w końcu moja złość niczego nie zmieni. Weszłam do namiotu i zaczęłam rozpakowywać mój plecak. Na moje nieszczęście akurat kiedy wyjmowałam z torby przedmioty najwyższej ochrony (czyt. Tampaxy) wszedł Potter, aby porozmawiać ze swoją Piękną. Najpierw zauważył Granger, potem mnie, a na końcu tampony.
-Uuuu, Collman. To ty jednak jesteś kobietą? Myślałem, że wredną małpą.
-Co się tak podniecasz, ty... ty... ty dziwny człowieku.
Nie ma to jak ogromny zasób słów.
-Zobaczymy się później KOCHANIE.
-Grrr....
Po zakończeniu czynności pociągnęłam Sarę za kaptur i poszłyśmy sprawdzić jak miewają się sprawy. A to oznacza- gdzie są faceci xD Zamiast nich odkryłyśmy, że za lasem znajduje się urwisko skalne, a na dole jezioro. Już wiem co zrobić z Granger ];->

Tymczasem w pomieszczeniu dla VIP-ów.
-Albusie, czy uważasz, że umieszczenie Panny Granger i Collman w jednym namiocie było dobrym posunięciem?
-Czas pokaże Minervo, czas pokaże...
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

:)))

poniedziałek, 24.września.2007, 21:11
Udostępniam. Chwilowo, ale udostępniam xD
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

:)

sobota, 23.czerwca.2007, 21:32
Wiem, że dawno mnie nie było. Wiem, że pewnie nikt już tu nie wchodzi.
Jednak dla własnej satysfakcji zdecydowałam się skończyć to opowiadanie. Nie chce zostawić takiej pustki, ale skończoną historię, która mam nadzieje, nie doczeka się raczej kontynuacji.

To do napisania :)
Natalia
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

czwartek, 25.stycznia.2007, 22:27
Więc chyba wypadałoby coś napisać :)

Kiedy zaczynałam pisać przyrzekałam, że doprowadzę całą historię do końca. I chyba nie jestem w stanie dotrzymać słowa. Nie mam pomysłów, chęci ani nawet czasu. Bloga nie skasuje, będe tu czasem wchodziła bo chcąc nie chcąc to opowiadanie jest częścią mnie :)
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

środa, 26.lipica.2006, 15:28
Takie małe ogłoszenie parafialne.

Nadchodzi nowa era Amandy ;)) Będzie dużo zmian, mam nadzieję, że na lepsze. Urozmaicę fabułę, a za najwyżej kilka miesięcy zakończę opowiadanie. I wszyscy będą szczęśliwi ;)

To do napisania!
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXVII

wtorek, 27.czerwca.2006, 13:50
Wiem, że mieliście już nadzieje, że odeszłąm i nigdy nie wróce ale cóż. Życie ;) Powróciłam z nowym rozdziałem. Aż na 2 strony w Wordzie! Dzisiaj odpowiem na wszystkie komentarze i uzupełnię zaległości.




Ciocia weszła do mojego pokoju kładąc duży plecak na podłodze.
-Tylko pamiętaj. To kolonie. Zabierz tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
-Jasne, jasne. Wszystko jest potrzebne.
Chwyciłam plecak i spakowałam ubrania leżące na łóżku, kosmetyki i 3 pary butów.
-Po co aż 3 pary?
-Ciocia, obiecałaś.
-No dobrze już, dobrze. Tylko pamiętaj...
-Wiem! Wyjdź wreszcie!
Z tą kobietą naprawdę można oszaleć. A po co mi 3 pary? A jak dwie pozostałe się pobrudzą? To w czym będę chodziła.
Usłyszałam tupanie po schodach i ciocie w drzwiach.
-Ciocia!!!
-Sara do ciebie.
Szybko wzięłam telefon od cioci i zamknęłam drzwi.
-Amanda? AMANDA! Kto wymyślił takie cholerstwo to ja nie wiem. Co ja mam teraz zrobić. Mówiłam żeby użyć kominka, mówiłam!
-Sara?
-O! Amanda! Gdzie jesteś?
-W domu. Przyłóż słuchawkę do ucha.
-O! Słyszę!
-Bosko. Co się stało?
-Mam pytanie. Ile bierzesz par butów?
-Trzy.
-Mamo, słyszałaś? Amanda bierze trzy pary!!!
-Spakowałaś się już?
-Jestem w połowie. Utknęłam na butach.
-Ja też. Przemycę chyba jeszcze jedną parę.
-Przecież trzy nam nie wystarczą. A jak się ubłocą?
-Przecież tam nie będzie automatów.
-Automatów?
-No wiesz, pralka, zmywarka itp.
-Zmywarka?
-Skończmy ten temat. Pamiętaj o jakimś swetrze.
-Jasne. Bo ty myślisz, że tam będzie chłodno?
-No chyba nie uważasz, że to jest plaża, 45 stopni i hotel 4-gwiazdkowy!
-A nie?
-Jezus Maria, Sara. Jedziemy do buszu. Komary, muszki. Będziemy mieszkali w namiotach.
-Tak?
Boże, za jakie grzechy?!
-Ja kończę Sara. Zadzwoń do Liny i Jane.
-Dlaczego ja?! Nienawidzę telefonów. Ledwo do ciebie się dodzwoniłam.
-Poradzisz sobie. Ja się musze pakować.
-Ami, błagam, nie rób mi tego.
-Pa pa!
-Am...

Poradzi sobie, na pewno. Tymczasem ja pakuje się dalej.
-Mandyyy...
-Co?
-Nie mówi się „co” tylko „słucham”. Nie pamiętasz jak cię uczyłam?
-Że co proszę?
-Weź te 3 pary i ani jednego buta więcej.
-Jasne.
-Masz polar?
-Tak.
-A bluzki z krótkim rękawkiem?
-Tak.
-Strój kąpielowy?
-Tak.
-Weź cztery ręczniki.
-Po co mi aż cztery?!
-Do różnych rzeczy.
-Biorę trzy. I ani jednego ręcznika więcej.

Tak dobiegały moje przygotowania. Do kolonii rzecz jasna. Udało mi się namówić ciotke na przyjazd w połowie sierpnia. Jane też udało się wyrwać. Powiedzmy, że doprowadziła do porządku swoich braci ;)
Żeby nie przynudzać przejdźmy do dnia wyjazdu. Mój plecak zniosłam do samochodu wujka. Ciocia dała mi jeszcze jakiś mały plecak. Z jedzeniem. Jakby nas tam nie mieli karmić. Dojechaliśmy na peron 13. Pożegnałam się szybko z ciocią i wujkiem i pobiegłam z plecakiem do Sary (właściwie to z dwoma plecakami). Zaczęłyśmy się cieszyć jak małe dzieci, bo nie widziałyśmy się od ok. miesiąca. Mój wzrok stanął na jak zwykle rozczochranej czuprynie.
-A więc on też jedzie?
Sara od razu wiedziała o co chodzi.
-Niestety.
Wtedy przybiegł do nas Peter. Mój brat jakby ktoś nie wiedział ;)
-Jak siostra wakacje?
-Dotychczas przepięknie- powiedziałam z ironią i wszyscy wsiedliśmy do pociągu.
Jechaliśmy kilka godzin. Wysiedliśmy na stacji Liverpool-Glasgow. Wtedy usłyszałam coś, co zmieniło moje życie.
-Collman, czekałem na ciebie!
Pięknie.
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

piątek, 2.czerwca.2006, 15:26
No i nareszcie nowa notka ;)

W każdym bądź razie dobiegały wakacje. Wszyscy uczniowie starali się poprawić oceny. Ci z 5 klasy niecierpliwie czekali na wyniki SUM-ów, a przynajmniej większość z nich. W grupie oczekujących byłam ja. Oczekujących przedewszystkim na wakacje. Czekałam tylko na to, abym mogła pojechać do ciotki i spytać się o naszyjnik. Ta sprawa bardzo mnie intrygowała.
W końcu nadszedł upragniony dzień- 19 czerwca. Spakowałam moje rzeczy do kufra i tak jak wszyscy uczniowie pomaszerowałam do powozów. Wysiedliśmy po drugiej stronie rzeki i wsiedliśmy do pociągu. Tym razem Sara nie musiała używać swoich umiejętności. Tak więc siedziałyśmy spokojnie zajadając czekoladowe żaby, kiedy nasz spokój zmąciła pewna kreatura.
-Harry, mówiłam ci, że nie możesz z nami iść.
-Ale dlaczego?
-Bo my jesteśmy prefektami.
-Ale prosze.
-Nie bądź uparty, już ci mówiliśmy z Hermioną.
-Wracaj do przedziału.
-Ale kiedy...
Drzwi przedziału się otworzyły i stanęła w nich uśmiechnięta Granger. Kiedy zobaczyła, kto oblega nasz przedział troche mina jej zrzędła. Wręcz przeciwnie Potter. Cieszył się jak dziecko.
-Tu jest informacja od dyrektora- podała nam 4 kartki i wyszła. A Potter stał jeszcze przez chwile szczerząc zęby zanim nie rzuciłam w niego fasolką i trafiłam w czoło. Pomasował się i także poszedł.
Wreszcie miałam okazje spojrzeć na ogłoszenie.
"Wraz z całym gronem pedagogicznym zawiadamiamy uczniów o magicznych koloniach. Odbędą się one od 24 lipca do 7 sierpnia. Kolonie nie są obowiązkowe. Cena wynosi 60 galeonów wraz z wyżywieniem. Prosilibyśmy o sowę z odpowiedzą do 15 lipca bieżącego roku.
Z poważaniem
Albus Dumbledore z gronem pedagogicznym".

-Ciekawe kto pojedzie...-spytałam
-Jak to kto!? MY!!!
-Sara, ona chce nam coś powiedzieć.
-Nie, Lina na pewno ci się tylko wydaje- Sara miała wzrok jakby miała mnie zabić.
-Bo widzicie. Moja ciotka... zaprosiła mnie na wakacje. Do Paryża. Pod koniec lipca.
-Ami!!! Do Paryża to my sobie możemy jeździć w każdej wolnej chwili! A kolonie ze szkołą zdarzają się raz na 100 lat!
-Naprawde mi przykro.
-Wcale ci nie jest przykro tylko tak mówisz! Musisz jechać!!!
Sara postanowiła, że sprawa jest skończona i jade na bank. Ale Jane też nie była zbyt szczęśliwa.
-Ja też nie jade.
-Dlaczego?!
-Moja mama zachorowała. Musze jej pomóc.
-Nie musisz!!!
-Musze. Tata wciąż pracuje, a moi bracia nic sobie z tego nie robią, że mama potrzebuje pomocy.
-Jane, to tylko 2 tygodnie!
Takie rozmowy towarzyszyły nam aż do przyjazdu na King Cross. Kiedy wysiadłam z przedziału od razu zauważyłam ciocie i pobiegłam do niej.
-Cześć kochanie, ale się za tobą stęskniłam!
-Ja też.
Ciocia mnie wyściskała i mogłam pożegnać się z dziewczynami. W końcu zobaczymy się dopiero 1 września.
-Pa dziewczy.
-Mandy, nie poddawaj się.
-Jane ty też.
-Jestem z wami.
-Kocham waaaaaaas-Lina nie wytrzymała i się popłakała. No po niej bym się nie spodziewała. Poprzytulałyśmy się jeszcze troche i dołączyłam do cioci. Za plecami usłyszałam jeszcze głos, którego szczerze nienawidze.
-Do zobaczenia na koloniach Collman.
Nadzieja matką głupich, co nie? ;)
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXV

wtorek, 16.maja.2006, 15:27
To już 25 rozdział... Ale ten czas szybko leci ;))


"...ostatnio zaproponował mi spotkanie, ale odmówiłam. Czy to ma sens? On jest starszy ode mnie o siedem lat..."
Amanda jak zwykle czytając mugolskie gazety leżała na brzuchu. Właśnie skończyła czytać list od Zdesperowanej.
-Też mi problem- prychnęła zdenerwowana dziewczyna.
Miała gorszy problem niż miłość do nauczyciela. Bowiem dzisiejszy dzień to ostatni w jej życiu pod postacią wesołej 15-latki. Teraz stanie się zgorzkniałym nerwusem, rządzącą zemsty kreaturą. Wszystko to za sprawką pewnego nauczyciela.
-Mandy, już 17.20!
-Nigdzie nie idę.
-Oj nie rób jaj bambusie. Ubieraj się i idź.
-Nigdzie nie idę!- powtórzyła nieco głośniej.
-Mandy! Bo zawołam Filcha!
-I tak tu nie wejdzie.
-Wejdzie jeśli powiem, że powiesiłyśmy cię do góry nogami i teraz może z tobą zrobić co chce.
-Masochistki...
Dziewczyna wstała z łóżka, ubrała szatę i wyszła z dormitorium. Nikomu nie uśmiechał się pobyt sam na sam z nauczycielem eliksirów. Tak samo jak nikomu nie udało się stamtąd wyjść takim jakim był poprzednio. Amanda wysłuchała dzisiaj tysiące, wręcz miliony opowieści jak to Snape zamienił pewną uczennicę w zombie. Dlatego właśnie uważała, że należy trzymać się na baczności i przezorność kazała jej wziąć różdżkę.
Doszła do lochów i stanęła przed gabinetem nauczyciela.
-Przecież nie może być tak źle...
Z gabinetu wyszedł wyżej wspomniany nauczyciel.
-Oj może Collman, może. A teraz za mną.
Po 5-ciu minutach odezwał się głosem tak strasznym, że nawet Jane nie umie takiego z siebie wydobyć.
-Zmieniłem ci karę. Będziesz czyściła salę po odpadach.
-Oh nie...
Cóż. Faktycznie- było gorzej. Do tego w klasie unosił się zapach intensywniejszy niż na lekcjach.
Snape chyba mnie nie lubi...-pomyślała.
Oczywiście, że cię nie lubi naiwniaro.-odezwał się natrętny głosik w jej głowie.
No tak... nadzieja matką głupich.
Pierwszy raz się z tobą zgadzam.
Ej, czy rozmawianie z samym sobą nie jest przykładem schizofrenii?
Sprzątała więc dalej póki nie przyszedł Snape po jak to on powiedział krótkiej przerwie. Amanda była wolna.

Wyskoczyła na błonia i zaczęła skakać i cieszyć się jak małe dziecko.
-Tak! Tak! Tak!
-Co tu robisz o 1 w nocy?
Ku jej ogromnemu zdziwieniu za nią stał Potter. O nie, tego jeszcze brakowało!
-Chyba tego samego powinnam zapytać się ciebie?
-Mogłem się tego po tobie spodziewać Collman. Standardowa odpowiedź osoby o mózgu wielkości pistacji.
-Oh Potter! Kiedy ty to wymyśliłeś! Niech zgadne. Razem z Granger szukałeś całą noc w zakazanym dziale.
-Masz coś konkretnego na myśli?
-Nie, wcale. Chociaż tak, mam. Przypadkowo widziałam ciebie i Granger w bibliotece. W nocy. Sami. Czy coś ci to mówi?
-To było tylko zadanie domowe!
-W dziale ksiąg zakazanych?
-Mieliśmy pozwolenie!
-Wiesz co? Wymyśl sobie lepszą wymówkę. Do tego Granger...
-A co, zazdrosna?
-O kogo bambusie!
-Kochasz mnie. Ja to wiem.
-Grrrrrrr...

A chciałam tylko odpocząć. Tylko odpocząć...
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXIV

piątek, 21.kwietnia.2006, 19:06
Jeśli ktoś to przeczyta do końca to ma u mnie mistrza ;) W dziale o mnie są nowe zdjęcia, szablon ten co na głównej. Może niedługo będzie nowy... Cóż, notka nudna jak zawsze. I jeszcze jedno. Niech Was nie zwiedzie ilość linków w archiwum. To tylko pozory. Prawdę mówiąc jakby ktoś chciał to przeczytać wszystko to mu wyjdzie góra pół godziny. Tego jest mało, notki są krótkie itp. A teraz nowa notka, zaraz skomentuje Wasze blogi i przeczytam nowe notki ;)



-Mandy nie uwierzysz co się stało!
-Co znowu?!
-Peter mnie rzucił!
I Sara z impentem rzuciła się na moje łóżko wyjąc.
-No weź, nie gadaj...
-Dla tej Gryfonki z 2 roku!
-Sara, no wiesz... mój brat chodził do szkoły dla chłopaków. Tam nie było dziewczyn, teraz chłopak musi się nimi nacieszyć...
Kolejny napad płaczu.
-Saraaaaa, uspokój się. Napewno da się to jakoś wytłumaczyć.
-A jeśli nie?! A jeśli on ma inną?! A jeśli już nigdy nie będe miała chłopaka?! Nie wyjdę za mąż?! Nie będe miała dzieci?! Zostanę zakonnicą...
Sara znów zaniosła się szlochem więc postanowiłam coś z tym zrobić.
Wyszłam z dormitorium, trzasnęłam drzwiami żeby każdy wiedział, że schodzę i tupając nogami schodziłam po schodach. Następnie weszłam do PW i co zobaczyłam?! Mojego brata obściskującego się z tą Gryfonką, o której mówiła Sara. Moja biedna przyjaciółeczka, rzucona przez mojego głupioego brata. Chociaż... To chyba nie mój brat. Włosy ma podobne, ale on tak nie wygląda!
Po chwili usłyszałam krzyk w naszym dormitorium. Szybko wbiegłam po schodach, otworzyłam drzwi a tu na środku pokoju stoi zdezorientowany Peter, a Sara rzuca w niego poduszkami i książkami. Juz do ręki wzięła swój wazon kiedy się skapnęła jak bardzo go kocha.
Podbiegłam do Sary, wyciągnęłam z jej rąk książkę i zaczęłam energicznie potrząsać za ramiona.
-Dziewczyno uspokój się! To nie mojego brata widziałaś na dole!
-Nie?
-NIE!!!
-Siostra o co chodzi i dlaczego ta wariatka się na mnie rzuciła?
-Oj się nie udzielaj, teraz z nią rozmawiam. Sara, ja też bym się pomyliła, ale najwidoczniej musisz pożyczyć okulary od Jane.
Cały czas trzymałam ją za ramiona, ale po chwili się opamiętałam. Dziewczyna będzie miała niemałe ślady moich paznokci ^^
-ALE-O-CO-CHO-DZI?!- dopiero teraz sobie przypomniałam o wciąż stojącym Peterze.
Sara od razu do niego podbiegła.
-Nic kochanie, Amanda ma miesiączkę.
-Aha.
Troche go ścięło, ale poszedł.

Na drugi dzień były Eliksiry. Myślałam, że się powieszę jak Snape wlepił mi szlaban. Otóż mieliśmy lekcje z Gryfonami. Wszystko praktycznie zaczęło się od Rona. Nie wiem skąd, ale miał coś co przypominalo petardę. Wrzucił to do kotła Pottera, Potter do Neville'a, Neville do Angeliny z Ravenclawu, Angelina do Sary, Sara szybko to chwyciła i rzuciła do mojego. Niby przez przypadek. Petarda była już na wykończeniu i wysadziła mój kocioł. I ja mam szlaban... A niech tylko spotkam Wesley'a to mu nogi z tyłka powyrywam! Szlaban mam jutro o 17.30 i będę czyściła kotły, a ja dostanę jakiś stary ze szkoły. Aż mnie strach obleciał.
Na miły koniec dnia kot mi zwymiotował na łóżku. A mówiłam, żeby mu nie dawać fasolek!
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Życzenia

niedziela, 16.kwietnia.2006, 13:03
Żeby nie być wredna co mi się często zdarza i nie złożyć Wam życzeń no to jestem zmuszona napisać nową notkę. Tym razem z życzeniami.

Wesołego królika,
co po stole bryka,
spokoju świętego
i czasu wolnego,
życia zabawnego
w jaja bogatego
i w ogóle
-wszystkiego najlepszego!

Złożyłabym życzenia przez komentarze ale zaraz przyjadą goście i się zbierac powoli muszę. A znając życie to będą do północy siedzieć. Ależ ja jestem bardzo gościnna.

No to jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT ^^
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXIII (Egzaminów ciąg dalszy i WIEWIÓRKA!)

środa, 5.kwietnia.2006, 19:27
Notka dosyć krótka i zdecydowałam się wkleić ją dziś :)





Sprawę z naszyjnikiem postanowiłyśmy zostawić na kiedy indziej. Teraz nasze głowy zaprzątnięte były SUM-ami i tylko nimi. Lina nawet nie spotykała się z chłopakami. Widać się przejęła. Ja za to bardzo martwiłam się historii magii. Pożyczyłam notatki od Sary, ale niczego nie mogłam zapamiętać. W nocy nie spałam tylko powtarzałam daty bitw. Aż w końcu nadszedł dzień kiedy wszyscy uczniowie klas piątych zebrali się w Wielkiej Sali i usiedli do pisania testu. Potem była praktyka i byliśmy 'wolni'. Po egzaminach wybiegłam na błonia i od razu rzuciłam się na moje ulubione miejsce. Niestety w tym samym momencie, w to samo miejsce rzucił się ten sam idiota co zawsze. Potter.
-Co robisz kretynie?! Byłam tu pierwsza!
-Nie pisze tutaj 'Zastrzeżone dla żmij'.
-Ale się doigrałeś!
I tak ja, zawsze poważna Amanda rzuciłam się w pogoń na Potterem. Kompletnie zdziczałym neandertalczykiem. W końcu rzuciłam mu się na plecy i zaczęłam nawalać na co większość osób wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. A moje pseudo przyjaciółki zamiast pomóc mi ukatrupić tego gnojka to turlały się po trawie i śmiały jakby miały z czego. No to szybko zeskoczyłam z okularnika, otrzepałam spodnie i ruszyłam dumnym krokiem przed siebie. Za mną w pośpiechu podreptały Sara, Jane i Lina wciąż krztusząc się ze śmiechu.

Następnego dnia miałam jeszcze egzamin z wróżbiarstwa. Tym akurat się zbytnio nie martwiłam, wystarczy trochę uruchomić wyobraźnię i Trawnley opływa dumą jakiego ma zdolnego ucznia ;) Prócz wróżbiarstwa była jeszcze astronomia i kilka innych przedmiotów. Wydaje mi się, że coś pokręciłam, ale wyniki dostaniemy dopiero pod koniec wakacji.
Po wszystkich egzaminach spotkałam Petera.
-Jak ci poszły testy?
-Testy całkiem dobrze. Gorzej z teoretycznym. Patrz!
-Co?
-Wiewiórka!*
-AAAAA!!!!!!!!!!!!!!! WIEWIÓRKA!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja uciekłam do zamku, a Peter pobiegł za tym przerażającym stworzeniem.

Resztę dnia miałam wolną więc jakby to powiedziała Sara- zaszalałam! Znaczy położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać niedawno odzyskaną książkę. Pewnie pamiętanie- Ann i jej przygody z korytarzem ;) Kilka dni temu poprosiłam Neville'a aby poszukał mojej książki i mam. Troche już po przejściach ale czytać się da.
Ann szła ciemnym lochem. Nie wiedziała, że jej życie zmieni się nie do poznania. Kiedy przejdzie przez ten korytarz spotka go. Spotka...
-Mandy, nie uwierzysz co się stało!!!
Podobno historia lubi się powtarzać...

___________________
Wiewiórka- chyba wiewiórki żyją w magicznym świecie, nie? Bo jak by to było! Świat bez wiewiórek?!
Amanda
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mój Profil

Podlinkuj

2005
sierpien (5)
wrzesień (5)
październik (5)
listopad (6)
grudzień (3)

2006
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (4)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (1)

2007
styczeń (1)
czerwiec (1)
wrzesień (1)
listopad (2)
grudzień (1)

2008
wrzesień (1)

2009
kwiecień (1)

brak kategorii (44)
wszystkie (44)

trud-miloscii-love-you-snape

...
Oceny opowiadań

Fav About Book 2005: VIII IX X XI XII 2006: I II III III 2007: I II III IV V VI VII VIII IX X XI 2008: IV
2009: IV By me Don't copy!
*
*
*
*